Week-end podniebiańskich twardzieli i miłośników podziwiania ich akrobacji w niebie

Raz na dziesięć lat mamy okrągłe urodziny, raz na cztery – rok przestępny, a raz na dwa lata mamy AirShow w Radomiu. I powiem, że na te ostatnie wydarzenie czeka się chyba najdłużej, naprawdę bardzo długo. Mam dwie wiadomości, zacznę od złej. Niestety impreza już się skończyła. A dobra to jest, że otrzymaliśmy tyle energii, estetycznej przyjemności oraz inspiracji, że starczy na kolejne dwa lata czekania.

Dalej…

Więc o wszystkim od początku. Pojechaliśmy w 4 osoby, nasza przez wszystkich ukochana Monika, ja oraz nasi przyjaciele Kasia i Marcin. Nocleg pod namiotami z piątku na sobotę, aby żaden start i lądowanie nie odbyły się bez naszego udziału. Spać nie mogliśmy już od 6 rano, kiedy zaczęli rozgrzewacz swoje silniki śmigłowce i samoloty, biorące udział w pokazach. Różni ludzie mówią rożne dane, podają różne liczby, ale ja powiem tyle ile sam naliczyłem: ponad 80000 ludzi :)

Pogoda dopisała, ani za zimno ani za gorąco. Sam raz. Uzbrojeni lornetkami, aparatami oraz słuchawkami przeciwhałasowymi na uszach podziwialiśmy najpierw paradę przelatujących samolotów i śmigłowców, a potem pokazy indywidualne i zespołowe pilotów z Polski oraz z innych krajów europejskich. Zapach spalonej ropy, ryk silników turboodrzutowych, niezwykle akrobacje i zbliżona do granic niemożliwości precyzja pilotów latających w formacjach od 2 do 10 samolotów. Rysowane w niebie flagi, serduszka, buźki to tylko mała ilość narysowanych samolotami smug na niebie. Zdjęcia na pewno nie oddadzą uroku tego wydarzenia, którego w pełni może odczuć tylko osoba na nim obecna.

Coś wam powiem, nasza Monika już drugi dzień chodzi z myślą czemu 15 lat temu nie wybrała kierunku szkoły z pilotowania odrzutowych samolotów bojowych. Tak zapaliła się lataniem, że dziś cały dzień zachwyca się zdjęciami i nagraniami z imprezy w Internecie.
Wszystkich zachęcam do czekania razem ze mną, Moniką oraz Kasią i Marcinem na kolejną edycję pokazów lotniczych w Radomiu. A niżej proponuję małą fotorelację.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.